moon | e-blogi.pl
moon

isn't it too early for this? 2018-10-16

Drodzy czytelnicy, których tu brak.


To będzie kontynuacja poprzedniego wpisu, którego nie dało się czytać. Nie sądzę żeby ktokolwiek dał radę dobrnąć. Nikt nie potrzebuje po całym dniu męczyć się czymś takim co zaprezentowałem poprzednio, zresztą połowa blogu w ten sam deseń. Tylko ja jedyny chyba nie mam dość tej melodii, trwam w tym stanie wiele lat i trzymam się kurczowo bo ja z takiej gliny , niczym z błota wyszedłem ulepiony w kierunku życia, które potem gdzieś obok przeszło.


Minęła właśnie piąta rano. Leżąc na łóżku myślałem o swoich znajomych, których jak "na lekarstwo". Gdy rodziny brak przydałoby się mieć kumpli i kumpelki ale ja ich wszystkich wrzuciłem do sitka porzucałem w nim góra dół i na koniec spłukałem. Cały czas bacznie obserwując krytycznym okiem. Niektórzy jeszcze tam wiszą , trzymając się jedną ręką, nawet bywa że z litości dla mnie.


Weźmy na warsztat Jakuba. Kiedyś złapaliśmy dobrą więź. Dziś mnie już tam nie ma, fajnie że się do dziś odwiedzamy nawzajem i pomagamy w różny sposób. Mniej fajne, że ja mam po dziurki w nosie tej jego ciągłej krytyki Polski i jakości angielszczyzny "much more better" którą mi serwuje. Kubuś niech zostanie w odległości 400km i częstotliwości 1 visit each year. 


Teraz, koledzy z zajęć sportowych,  Niby obok ale właściwie ich nie ma za często , bo tak wybieram .Zwyczajnie denerwują mnie te stare zgredy. Pana trenera lubię ale on jest zawsze w obecności tych dwóch innych, których zachowania mniej umiem tolerować. Nie umiem.


Szukajmy dalej dziury w całym. Kto tam jeszcze został? Ludki z pracy. Starczy, że powiem że przez trzy lata (za tydzień jubileusz) jak tam robię dwóch z nich , z własnej nieprzymuszonej woli odwiedziło mój samotny strych. Na dziesięć minut, ale byli, co nie?


Z drugiej strony znajomych online-owych pojebów mi przybyło w ostatnim czasie. Piszą codziennie nakłaniając mnie do kompletnego zmarnowania  reszty dnia. A ja na to z ochotą przystaje.


Podobnie jak ja herbata sięgnęła dna,  więc skoczę po kawę i zaraz będę. Nigdzie nie odchodź, ok? Jeszcze nie skończyłem.


Sąsiedzi na miniaturowym , dwublokowym osiedlu w którym egzystuję. Życie tu, w cieplejsze dni, pulsuje wokół placu zabaw wśród wrzeszczących dzieci. Bardzo dobrze o tym wiem bo ten placyk dziecięcych tortur jest zaraz pode mną. To jest długa i monotonna lekcja tolerancji na wrzask dziecka, na który notebene jestem uczulony. Piszę całkiem serio, nikt tego nie lubi ale ja wyjątkowo. W samolocie nagle staję się religijny i wznoszę modły, żeby ten bachor obok nagle nie postanowił się obudzić i wrzeszczeć do końca lotu. Jak nie ma ucieczki od tego to słabo.


Osiedlowy plac tortur niby mnie uleczył, przestałem praktycznie słyszeć te wrzaski tylko problem polega na tym, że odłgos zabawy jest lżejszego kalibru. Na odgłosy dziecięcego niezadowolenia nie było lekarstwa w aptece.


Miałem tu znajomych, dwa piętra niżej,i za nim się wyprowadzili to grałem rolę przyjaciela tej rodziny. Poodwiedzaliśmy się kilka razy, głównie ja do nich.


Jedna z tych wizyt była szczególna. Rodzina ma  trzech męskich potomków i wtedy w 5 mieszkali jak ja na 40m2. Średni spał mi na kolanach, najstarszy chciał przekazać mi treść bajki którą oglądał przekrzykując się z rodzicami, którzy mu w tym przeszkadzali, na koniec schorowany najmlodszy wypełz z pomieszczenia obok i przekazał zawartość żołądka na środku pokoju.


Cóż, dzieci mnie lubią a ja je mniej. 


Wracając do sfer zawodowych , nasi nowi angielscy właściciele mnie chyba trochę polubili i zaprosili na Xmas dinner do UK. Mnie jednego z całego biura, to jest chyba coś.


Przeszło mi właśnie przez myśl żeby zapytać czy mogę zabrać dziewczynę ze sobą żeby samemu nie jechać. Jak się zgodzą to powiem, że żartowałem. Kochani ! thank you so much ale ja sam! Ja i dziewczyna obok? to do mnie niepodobne.


Did you have some fun reading this?


If yes - it wasn't planned.


If no - it was.


Unhappy birthday 2018-09-20

Nie wiem, mam dziś dość wszystkiego. Tej pieprzonej samotności najbardziej, wracania do pustego mieszkania po robocie, gapienia się wciąż w ten pieprzony ekran, udawania, że jest ok , unikania tematów, wakacji w pojedynkę.


Ja już nie zmierzam do nikąd, ja już tam dotarłem. Nie zmienia się nic , tylko lat przybywa.


Skończyłem 43 lata i nic Cię już nie czeka gamoniu, surprise you're dead. Tylko różnych dziwnych dolegliwości przybywa.


Jak to dobrze, że nie muszę zapierdalać jutro do roboty, tylko ten debilny kurs na który mnie wysłali. Produkuje się jakiś grubas z ekranu i próbooje być zabawny, czasami nawet mu się udaje. Wszystko kurwa , takie sztuczne że się rzygać chce. z roku na rok wydaje mi się wszytko coraz bardziej sztuczne. brudna laleczka jest bardziej naturalna i żywa  niż dzisiejszy świat. a już na pewno przez moje oczy.


Słucham cały dzień jedno numeru Korteza. Taki prosty jest ten człowiek, szczery się wydaje przynajmniej.


Po dwóch piwach jestem, coraz ciężej się klepie , w lodówce jeszcze inne specyfiki więc lepiej skończyć na dziś i się położyć, wyjechać z miasta na chwile.


There's another day tomorrow, they say.


od zera do "bohatera" 2018-09-04

Siedzę na hotelowym łóżku, w niewielkim mieście we wschodniej Anglii  próbojąc zmusić się do pisania. Jestem po 3 latach pracy w brytyjskiej firmie i po 3 dniach pobytu w centrali firmy. 12 lat temu sprzątałem kible w Londynie, zamiatałem podłogi na budowach żeby dziś, pare lat starszy wrócić tu na nieco innych warunkach. 


Problem jest w tym, że jest 22:00 a  muszę wstać o 4 rano żeby zdążyć na poranny samolot. Sen mnie też powoli ogarnia. Mam jednak wrażenie, że od dawna nie napisałem nic , powiedzmy "ujmującego" a pisanie na hotelowym łóżku też sobie zaplanowałem. 


Mimo wszystko czas się położyć I dokończyć kiedy indziej, 


life made me quite crazy, hasn't it? 2018-03-30

W obniżonym nastroju zwróciłem się w kierunku klawiatury, ani sobie tym nie pomogłem ani nie przychyliłem sie temu żeby ktokolwiek to czytał, jeśli "ktoś" tu jeszcze wogóle to robi i czyta co tu skrobię.


Prawda jest taka, że w 7 letnim okresie mojego zwiedzania Europy życie było bardziej ciekawe i inspirujące do pisania, tylko że wtedy nie prowadziłem bloga, założyłem go po powrocie z wojaży, a dziś mało się dzeje, chodzę do roboty i z powrotem itp. 


Anyway, lecimy z tą prozą, jest 6:15 rano by the way. 


Powoli wychodzę z tego shitu który rzucił mi się na umęczone smogiem płuca. Tyle dobrego, że nie wziąłem żadnych medykamentów, nie mał kto herbaty czasem podać ale ja tym razem nie o tym... 


Wyprowadzono mnie z równowagi w przychodni, Przyszła 50 paro letnia wiedżma z aparatem słuchowym i bez pardonu, nie reagując na moje protesty wepchała się przede mnie do gabinetu. Inna starsza kobieta, która czekała do innego pokoju, tylko jej lekarz w międzyczaise przestał przyjmować, zwróciła uwagę na tą sytuację i mówi do mnie "ja też będę przed panem bo coś tam.."


Halo, czy ktoś jeszcze chce wejść przede mną!? Śmiało, zapraszam!


Ta starowinka, w odóżnieniu od bezczelnej wiedźmy wyglądała normalnie, nie miałem ochoty na dyskusję więc ją wpuściłem przed siebie. Pykając w szachy , bla bla z babcią i doczekałem aż wiedźma wyjdzie z gabinetu, babcia weszła i tak czekam na swoją kolej. Wiedziałem co się święci jak głucha wróciła z wynikami EKG z innego gabinetu i usadowiła się z powrotem przed pokojem do kórego czekałem. Na wprost , gotowa do startu, jak sprinter na bieżni. Babcia out a głucha rzuciła się na drzwi niczym lis na królika, 


Tym razem już nie wytrzymałem . Prześcignałem babę i sfaulowałem przy drzwiach. Do czego to człowieka zmuszają, ja pierdziele.


Lekarka miała ostatnie zdanie i oczywiście znów przegrałem. Przecież ja poczekam, w chodżcie wszyscy po dwa razy, przecież mi się nie spieszy. Dzień Świra 2.


Co powinienem zrobić: popatrzyć wiedzmie w twarz i rzec jej spokojnym tonem  "idź i zdechnij, wesołych świąt."


Co powiedziałem: "Jak można się tak wpychać bez kolejki itp"


Komunizm, nie zdechł 30 lat temu, on ciage leży i kona z obleśnym uśmieszkiem na ustach.


Time to go to work.


oh crap... 2018-03-18

Chciałem pozałatwiać kilka wiszących spraw min:  dentystę, rozliczenie z podatkiem, naprawę piecyka . Tak zrobiłem.  Wszędzie mi się noga powinęła, jak to mi.


Przyjechał kolo do piecyka, trochę przy nim porobił  ale nie z tym czego oczekiwałem najbardziej - czyli  żeby przestał pracować jak Ursus C330 , na końcu sam podłożyłem jedną gąbkę , rezonans ustąpił i straciłem darmowy budzik o 6 rano. 200 pln zainkasował,


PIT-a myśląc , że rozliczyłem sam przez net-a szybko ładnie i przyjemnie, nie licząc wywalenia mieszkania do góry nogami celem odszukania PIT-u z poprzedniego roku bo potrzebna była , w celu identyfikacji , że ja to ja, jedna liczba. Żeby tyko udowodnić komuś że ja to ja przewalam w mieszkaniu wszysktie papiery przez dwa dni i na końcu znajduje to czego szukałem na wierzchu. Teraz podobno jeszcze coś źle wklepałem i muszę oddzwonić do urzędu.


Dentysta- będzie kanałówka, i jakieś 1300 w plecy, jestem po pierwszej wizycie. Może nie byłoby tak źle gdybym poszedł z tym zębem od razu a nie po roku. Good-bye gift od dentysy to próbka pasty i infekcja wirusowa od kóregoś z poprzednich pacjentów. Właśnie czuje że z tego powoli wychodzę, ale te kilka dni było ciężkie jak cholera  kaszlałem tak długo i intensywnie że te wymęczyłem mięśnie które się przy tej czynności napinają. W taki sposób przestałem kaszleć nie mogąc już fizycznie wykonywać tej czynności, organizm jak musiał sam kaszał czy mi się to podoboło czy nie. Doszły trudności z oddychaniem i świerczałem w środku jakbym połknął taką piszcząca gumową zabawkę dla dzieci. L4 jeszce kilka dni, ale od jutra powinienem bardziej odpoczywać zamiast leżec na podlodze i wypluwać wymęczone płuca. 


Dochodzi północ , jutro też jest dzień.


 


https://www.youtube.com/watch?v=HiLYEXL5cDg


How to begin things 2018-01-08

Najtrudniej zacząć, nie pisałem dawno, zatem dodatkowo trudniej. Standartowo patrzyłem na tą "pustą kartkę" kilka razy w przeciągu ostatnich miesięcy póbojąc coś sklecić. Efektu nie stwierdzono. Te dwa zdania nie oznaczają jednak że przekroczyłem próg, to się stanie dopiero jak zdań będzie kilkanaście i żal mi będzie się z nimi rozstać. Zatem mogę za chwilę zamknąć drzwi , odwrócić się na pięcie i ta notka nigdy nie ujrzy światła dziennego. 


Jest poniedziałek, 7 rano ,dzień wolny od pracy. Światło dnia dopiero się przebija przez zabrudzone okna mojej samotni. Zmieniam pracę i o tym chciałem , choć ciagle szukam w głowie sposobu jak to zrobić.


Problemem jest to, że ze mnie jest sentymentalny głupek i ciężko jest mi zostawić 2 lata i 4 miesiące w miejscu , w kórym nauczyłem się tak dużo , zżyłem się w tym czasie z ludźmi i będąc niejako w pojedynkę odpowiedzialny za infrastrukturę informatyczną tego oddziału firmy zacząłem traktować trochę jako dziecko, kótre nauczyłem chodzić i wychowałem. No i teraz trzeba to wszytko zostawić, iść gdzie indzej i zacząć kolejny nowy rozdział.


Jak on to powiedział?


"he thinks he is responsible for Krakow infra, does whatever he wants, barely asks for help, which is a good  thing too, but he forgets that Krakow is only a part of whole infrustructure that I  manage and am responsible for" 


Tak, tak, dzięki Danny, zapomniałeś jednak dodać, że przez te dwa lata naprawiałem w tym biurze rzeczy po twoich błędach i złych decyzjach tak żeby ludzie tu mogli pracować sprawnie , bez przeszkód i zakłóceń. Ale ty zawsze musiałeś mieć ostatnie słowo. I poniekąd dlatego się dziś rozstajemy. Pewności nie mam ale wydaje mi się, że po moim odejściu ktoś zrozumiał, że trzeba jednak być ostrzożnym przy powierzaniu ci funkcji zarządzania ludźmi. Zdecydowanie lepiej ci wychodzi zarządzanie elektronicznymi urządzeniami , które są połączone przewodami sieciowymi. Widzisz, ludzie są trochę bardziej skomplikowani niż serwery, przełączniki i zapory sieciowe.


Dochodzi 8, czas na drugą herbatę.


Będzie mi brakować kontaktu z najbardziej poprawnym i miłym dla ucha językiem angielskim bo pochodzącym z jego źródła, z Wiellkiej Brytanii. I moich tam wizyt, raz w roku.


Wybrałem kawę, dzień dziś będzie szary, deszczowy ale w związku z tym że nie trzeba się zbierać do roboty postaram się uczynić go mniej ponurym.


Rozkojarzyłem się ciekawym artykulem, ciekawszym niż to co mam w głowie ale w związku z tym że przekroczyłem już owen próg pomiędzy niczym a czymś 


so to be continued.. 


Boskie Ciało. 2017-06-18

Wyjechaliśmy na wycieczkę do Beskidu Żywieckiego celem odbycia przejażdzek rowerowych , jedna znajoma para "BEZ" rowerów i ja z kumplem "Z". Pogoda udana,praktycznie sucho w górach, warunki do jazdy bardzo ok. Woda jednak była, o czym za chwilę. Całe "Boskie Ciało" w górach , wieczór przed i poranek po. Dwa noclegi w schronisku w okolicach Zawoji - zresztą najgorsze tego momenty rzucania się po łożku w szukaniu momentów na zaścnięcie wśród akompaniamentu chrapiących nieopoadal towarzyszy. Przez moment wydawało się mi że słysze piosnke na równe trzy głosy. Można ciekawe videoklipy tworzyć z takim podkładem. Przygoda rowerowa również zaliczona, Najpierw w pychanie pod stromą górę  , później pędząc w dół po ziemi, wśrod kamieni wpadłem prosto do rowu z brudną wodą, który podstępnie kończył zjazd. Wyskoczyłem - po pas w błocie i deszczówce pamiętającej maj, ratując telefon w kieszeni. Po rower wróciłem za chwilę, Bike pływając bezwładnie w syfie wyglądał na rower za 1K PLN . Stracił 90% ceny w trybie natychmiastowym. Po powrocie odpoczywałem 3 dni nie wychylając praktycznie nosa z domu.


Fajny widok na diablak ze schroniska.


myju myju chlastu chlastu 2017-05-07

Usłyszałem kiedyś od dziewczyny, za którą biegałem dość ciekawą opinię. "Pedantyczne sprzątanie przez mężczyznę jest oznaką homoseksualizmu". Wiosna za oknem jakaś kiepska ale postanowiłem się zmoblizować do odświeżenia czterech kątów. Chcąć czuć się bardziej "MĘSKO" umyłem okna  tak na 85%. A żeby mi nie drygnął na widok jakiegoś garnituru zostawiłem w mieszkaniu sporo brudnych miejsc. Po niedzielnym sprzątaniu, jak na poprawnego katolika przystało poczułem przypływ męskości i wróciłem grać w Wiedźmina. 


A że była już pora obiadowa zagadnąem do swojej drugiej połówki czy nie zrobiłaby czegoś dobrego do jedzenia, w ramach nagrody za moją męskość. Lewa ręka odrzekła żę pomagała prawej przy myciu i nic nie zrobi. Pozostaje zamówić wieczorem jakiegoś gotowca. Przynajmniej nie pobrudzę świeżo posprzątanej kuchni.


Polish Shit but I feel fine. 2017-05-05

Spędziłem w Austro-Czechach trzy dni. Jestem wciąż zauroczony tym austriackim miasteczkiem o mało niemieckio brzmiącej nazwie Laa. Napewno gdybym pomieszkał tam pół roku byłbym kochał je mniej. Miasto w pół godziny wygląda inaczej niż w pół roku. Anyway. Szybko po przekroczeniu czesko-polskiej granicy już zacząłem tracić nastrój, na środkowym pasie 100-120km/h z rowerem z tyłu i już  mruga mi światłami, pewnie jakiś bęzzębny frustrat. Nie ma co szukać winy u tych ludzi, ledwo wyżebrają od losu 2-3 z 12 miesięcy bez zimna, deszczu i syfu w powietrzu. Póżniej są nerowi, niemili dla siebie , ponurzy itp. itd. Gdzie wam się tak spieszy na tych drogach? Pokupowali lepsze fury i cisną na gaz jak dzieci z nowymi, lepszymi zabawkami. 


Ile ma członków Partia Polskich Pojebów? 38 mln? Mam nadzieję , że może trochę mniej. Nie lubię swojego kraju.


Zresztą, jestem taki sam tylko wkurzam w inny sposób.


Jest po dwunastej w nocy, czuję się dobrze. Zostało jeszcze trochę wolnego od szarej codzienności. Posprzątałem porządnie kuchnie (w kategoriach ubarwienia sobie szarej codzienności) , trying to fix few other things around the , ciekawe że chciałem napisać "around the house" a przecież żyje w przestrzeni mieszkania.


Wieczorem schodząc do garażu po schodach w ciemnościach (to zejście jest jak do bunkra) siedział i dogoorywał w deszczu chory gołąb. Zawachałem się z zejściem bo nie byłem pewny w tym półmroku co to jest, Schodziem stopień po stopniu jak po polu minowym, Co to jest? Piłka? Jakieś zwierzę , Szczur ? Rzuci się do gardła?


A to "tylko" struty gołąb odlatuje w kosmos z polskiej ziemi.


Dobranoc.


Lech, Czech & G. 2017-05-01

Ciężko jest się zebrać w sobie żeby siąść do pisania.Wobec tego Zacząłem czytać samego siebie, sprzed miesięcy , kilka lat wstecz. 
Często nie daje rady na to patrzeć. Czytając siebie z przeszłości oglądasz jakby samego siebie w lustrze, oglądając soją dawną niedojrzałość.


I dlatego jest to ciężka lektura. Lub np. po przeczytaniu kilku przypadkowych notek wydaje się to jakby napisane przez kilka różnych osób.Nie mających nic wspólnego ani ze sobą ani z Tobą. 


Piszę to będąc w odwiedzinach u znajomego i jego powiększającej się rodziny.


Zdążyliśmy już nacieszyć się wspólną rozmową równocześnie mordując przy tym Anglictinę. Spełniliśmy zadanie wzajemnego wkurzenia siebie, tej ciągłej walki czesko-polskiej, przejechaliśmy przy słoneczno-wiecznej pogodzie wzdłuż granicy czesko austriackiej licząc odległość między bunkrami. 70 lat temu w bunkrze siedział snajper, dziś Czech z Polakiem przemknęli tamtędy na rowerach. Snajper ich oszczędził ale strzelali do siebie łamaną angielszczyzną. Gdyby padło pytanie gdzie leży miasto 'laa an der thaya' to pewnie umiejscowiłbym ją w swojej odpowiedzi w Tajlandii. Leży gdzie indziej, na granicy ścieżki rowerowej Greenway Krakow-Brno-Viena. Czyste, urokliwe miasteczko w totalnym middle of nowhere i czytasz na nim małym drukiem imię akurat swojego miasta.


 W ten słoneczny dzień zamiast Jakuba na jednośladzie powinna siedzieć i się uśmiechać , choć szukam tutaj jakiegoś zamiennika, gry słownej,żeby nie było zbyt banalnie ,napiszę po prostu: dziewczyna.


Jadąc tu na miejsce, przejeżdzając przez BR(UD)NO, rzucając okiem na miasto, nie dojrzałem G. i nie przypomniałem jej, że nie skończyliśmy się całować 8 lat temu u mnie w mieszkaniu. Tego co z nim była , co przeszkodził trochę smsem , pewnie już nie ma. Ktoś nowy pewnie zrobiłby coś podobnego a ja w swoim życiu od niechcenia wyrzucilem 700 stronicowy tom prozy do rzeki, spacerując przez most. Szukam tylko w nim poezji, chwili. a później biznesmeni zakłócają mi moje wiersze np smsami.


Good Night, sleep tight, Karaluchy pod poduchy. 


Tak, naprawdę to w niczym nie przeszkodził, a tamten wieczór spieprzył, ten jegomość co zwykle, mr. fucking perfect.


Smiling with the mouth of the ocean and I'll wave to you with the arms of the mountain-


Uśmiechając się ustami oceanu zamacham do ciebie ramionami gór. 



  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]