moon | e-blogi.pl
moon

life made me quite crazy, hasn't it? 2018-03-30

W obniżonym nastroju zwróciłem się w kierunku klawiatury, ani sobie tym nie pomogłem ani nie przychyliłem sie temu żeby ktokolwiek to czytał, jeśli "ktoś" tu jeszcze wogóle to robi i czyta co tu skrobię.


Prawda jest taka, że w 7 letnim okresie mojego zwiedzania Europy życie było bardziej ciekawe i inspirujące do pisania, tylko że wtedy nie prowadziłem bloga, założyłem go po powrocie z wojaży, a dziś mało się dzeje, chodzę do roboty i z powrotem itp. 


Anyway, lecimy z tą prozą, jest 6:15 rano by the way. 


Powoli wychodzę z tego shitu który rzucił mi się na umęczone smogiem płuca. Tyle dobrego, że nie wziąłem żadnych medykamentów, nie mał kto herbaty czasem podać ale ja tym razem nie o tym... 


Wyprowadzono mnie z równowagi w przychodni, Przyszła 50 paro letnia wiedżma z aparatem słuchowym i bez pardonu, nie reagując na moje protesty wepchała się przede mnie do gabinetu. Inna starsza kobieta, która czekała do innego pokoju, tylko jej lekarz w międzyczaise przestał przyjmować, zwróciła uwagę na tą sytuację i mówi do mnie "ja też będę przed panem bo coś tam.."


Halo, czy ktoś jeszcze chce wejść przede mną!? Śmiało, zapraszam!


Ta starowinka, w odóżnieniu od bezczelnej wiedźmy wyglądała normalnie, nie miałem ochoty na dyskusję więc ją wpuściłem przed siebie. Pykając w szachy , bla bla z babcią i doczekałem aż wiedźma wyjdzie z gabinetu, babcia weszła i tak czekam na swoją kolej. Wiedziałem co się święci jak głucha wróciła z wynikami EKG z innego gabinetu i usadowiła się z powrotem przed pokojem do kórego czekałem. Na wprost , gotowa do startu, jak sprinter na bieżni. Babcia out a głucha rzuciła się na drzwi niczym lis na królika, 


Tym razem już nie wytrzymałem . Prześcignałem babę i sfaulowałem przy drzwiach. Do czego to człowieka zmuszają, ja pierdziele.


Lekarka miała ostatnie zdanie i oczywiście znów przegrałem. Przecież ja poczekam, w chodżcie wszyscy po dwa razy, przecież mi się nie spieszy. Dzień Świra 2.


Co powinienem zrobić: popatrzyć wiedzmie w twarz i rzec jej spokojnym tonem  "idź i zdechnij, wesołych świąt."


Co powiedziałem: "Jak można się tak wpychać bez kolejki itp"


Komunizm, nie zdechł 30 lat temu, on ciage leży i kona z obleśnym uśmieszkiem na ustach.


Time to go to work.


oh crap... 2018-03-18

Chciałem pozałatwiać kilka wiszących spraw min:  dentystę, rozliczenie z podatkiem, naprawę piecyka . Tak zrobiłem.  Wszędzie mi się noga powinęła, jak to mi.


Przyjechał kolo do piecyka, trochę przy nim porobił  ale nie z tym czego oczekiwałem najbardziej - czyli  żeby przestał pracować jak Ursus C330 , na końcu sam podłożyłem jedną gąbkę , rezonans ustąpił i straciłem darmowy budzik o 6 rano. 200 pln zainkasował,


PIT-a myśląc , że rozliczyłem sam przez net-a szybko ładnie i przyjemnie, nie licząc wywalenia mieszkania do góry nogami celem odszukania PIT-u z poprzedniego roku bo potrzebna była , w celu identyfikacji , że ja to ja, jedna liczba. Żeby tyko udowodnić komuś że ja to ja przewalam w mieszkaniu wszysktie papiery przez dwa dni i na końcu znajduje to czego szukałem na wierzchu. Teraz podobno jeszcze coś źle wklepałem i muszę oddzwonić do urzędu.


Dentysta- będzie kanałówka, i jakieś 1300 w plecy, jestem po pierwszej wizycie. Może nie byłoby tak źle gdybym poszedł z tym zębem od razu a nie po roku. Good-bye gift od dentysy to próbka pasty i infekcja wirusowa od kóregoś z poprzednich pacjentów. Właśnie czuje że z tego powoli wychodzę, ale te kilka dni było ciężkie jak cholera  kaszlałem tak długo i intensywnie że te wymęczyłem mięśnie które się przy tej czynności napinają. W taki sposób przestałem kaszleć nie mogąc już fizycznie wykonywać tej czynności, organizm jak musiał sam kaszał czy mi się to podoboło czy nie. Doszły trudności z oddychaniem i świerczałem w środku jakbym połknął taką piszcząca gumową zabawkę dla dzieci. L4 jeszce kilka dni, ale od jutra powinienem bardziej odpoczywać zamiast leżec na podlodze i wypluwać wymęczone płuca. 


Dochodzi północ , jutro też jest dzień.


 


https://www.youtube.com/watch?v=HiLYEXL5cDg


How to begin things 2018-01-08

Najtrudniej zacząć, nie pisałem dawno, zatem dodatkowo trudniej. Standartowo patrzyłem na tą "pustą kartkę" kilka razy w przeciągu ostatnich miesięcy póbojąc coś sklecić. Efektu nie stwierdzono. Te dwa zdania nie oznaczają jednak że przekroczyłem próg, to się stanie dopiero jak zdań będzie kilkanaście i żal mi będzie się z nimi rozstać. Zatem mogę za chwilę zamknąć drzwi , odwrócić się na pięcie i ta notka nigdy nie ujrzy światła dziennego. 


Jest poniedziałek, 7 rano ,dzień wolny od pracy. Światło dnia dopiero się przebija przez zabrudzone okna mojej samotni. Zmieniam pracę i o tym chciałem , choć ciagle szukam w głowie sposobu jak to zrobić.


Problemem jest to, że ze mnie jest sentymentalny głupek i ciężko jest mi zostawić 2 lata i 4 miesiące w miejscu , w kórym nauczyłem się tak dużo , zżyłem się w tym czasie z ludźmi i będąc niejako w pojedynkę odpowiedzialny za infrastrukturę informatyczną tego oddziału firmy zacząłem traktować trochę jako dziecko, kótre nauczyłem chodzić i wychowałem. No i teraz trzeba to wszytko zostawić, iść gdzie indzej i zacząć kolejny nowy rozdział.


Jak on to powiedział?


"he thinks he is responsible for Krakow infra, does whatever he wants, barely asks for help, which is a good  thing too, but he forgets that Krakow is only a part of whole infrustructure that I  manage and am responsible for" 


Tak, tak, dzięki Danny, zapomniałeś jednak dodać, że przez te dwa lata naprawiałem w tym biurze rzeczy po twoich błędach i złych decyzjach tak żeby ludzie tu mogli pracować sprawnie , bez przeszkód i zakłóceń. Ale ty zawsze musiałeś mieć ostatnie słowo. I poniekąd dlatego się dziś rozstajemy. Pewności nie mam ale wydaje mi się, że po moim odejściu ktoś zrozumiał, że trzeba jednak być ostrzożnym przy powierzaniu ci funkcji zarządzania ludźmi. Zdecydowanie lepiej ci wychodzi zarządzanie elektronicznymi urządzeniami , które są połączone przewodami sieciowymi. Widzisz, ludzie są trochę bardziej skomplikowani niż serwery, przełączniki i zapory sieciowe.


Dochodzi 8, czas na drugą herbatę.


Będzie mi brakować kontaktu z najbardziej poprawnym i miłym dla ucha językiem angielskim bo pochodzącym z jego źródła, z Wiellkiej Brytanii. I moich tam wizyt, raz w roku.


Wybrałem kawę, dzień dziś będzie szary, deszczowy ale w związku z tym że nie trzeba się zbierać do roboty postaram się uczynić go mniej ponurym.


Rozkojarzyłem się ciekawym artykulem, ciekawszym niż to co mam w głowie ale w związku z tym że przekroczyłem już owen próg pomiędzy niczym a czymś 


so to be continued.. 


Boskie Ciało. 2017-06-18

Wyjechaliśmy na wycieczkę do Beskidu Żywieckiego celem odbycia przejażdzek rowerowych , jedna znajoma para "BEZ" rowerów i ja z kumplem "Z". Pogoda udana,praktycznie sucho w górach, warunki do jazdy bardzo ok. Woda jednak była, o czym za chwilę. Całe "Boskie Ciało" w górach , wieczór przed i poranek po. Dwa noclegi w schronisku w okolicach Zawoji - zresztą najgorsze tego momenty rzucania się po łożku w szukaniu momentów na zaścnięcie wśród akompaniamentu chrapiących nieopoadal towarzyszy. Przez moment wydawało się mi że słysze piosnke na równe trzy głosy. Można ciekawe videoklipy tworzyć z takim podkładem. Przygoda rowerowa również zaliczona, Najpierw w pychanie pod stromą górę  , później pędząc w dół po ziemi, wśrod kamieni wpadłem prosto do rowu z brudną wodą, który podstępnie kończył zjazd. Wyskoczyłem - po pas w błocie i deszczówce pamiętającej maj, ratując telefon w kieszeni. Po rower wróciłem za chwilę, Bike pływając bezwładnie w syfie wyglądał na rower za 1K PLN . Stracił 90% ceny w trybie natychmiastowym. Po powrocie odpoczywałem 3 dni nie wychylając praktycznie nosa z domu.


Fajny widok na diablak ze schroniska.


myju myju chlastu chlastu 2017-05-07

Usłyszałem kiedyś od dziewczyny, za którą biegałem dość ciekawą opinię. "Pedantyczne sprzątanie przez mężczyznę jest oznaką homoseksualizmu". Wiosna za oknem jakaś kiepska ale postanowiłem się zmoblizować do odświeżenia czterech kątów. Chcąć czuć się bardziej "MĘSKO" umyłem okna  tak na 85%. A żeby mi nie drygnął na widok jakiegoś garnituru zostawiłem w mieszkaniu sporo brudnych miejsc. Po niedzielnym sprzątaniu, jak na poprawnego katolika przystało poczułem przypływ męskości i wróciłem grać w Wiedźmina. 


A że była już pora obiadowa zagadnąem do swojej drugiej połówki czy nie zrobiłaby czegoś dobrego do jedzenia, w ramach nagrody za moją męskość. Lewa ręka odrzekła żę pomagała prawej przy myciu i nic nie zrobi. Pozostaje zamówić wieczorem jakiegoś gotowca. Przynajmniej nie pobrudzę świeżo posprzątanej kuchni.


Polish Shit but I feel fine. 2017-05-05

Spędziłem w Austro-Czechach trzy dni. Jestem wciąż zauroczony tym austriackim miasteczkiem o mało niemieckio brzmiącej nazwie Laa. Napewno gdybym pomieszkał tam pół roku byłbym kochał je mniej. Miasto w pół godziny wygląda inaczej niż w pół roku. Anyway. Szybko po przekroczeniu czesko-polskiej granicy już zacząłem tracić nastrój, na środkowym pasie 100-120km/h z rowerem z tyłu i już  mruga mi światłami, pewnie jakiś bęzzębny frustrat. Nie ma co szukać winy u tych ludzi, ledwo wyżebrają od losu 2-3 z 12 miesięcy bez zimna, deszczu i syfu w powietrzu. Póżniej są nerowi, niemili dla siebie , ponurzy itp. itd. Gdzie wam się tak spieszy na tych drogach? Pokupowali lepsze fury i cisną na gaz jak dzieci z nowymi, lepszymi zabawkami. 


Ile ma członków Partia Polskich Pojebów? 38 mln? Mam nadzieję , że może trochę mniej. Nie lubię swojego kraju.


Zresztą, jestem taki sam tylko wkurzam w inny sposób.


Jest po dwunastej w nocy, czuję się dobrze. Zostało jeszcze trochę wolnego od szarej codzienności. Posprzątałem porządnie kuchnie (w kategoriach ubarwienia sobie szarej codzienności) , trying to fix few other things around the , ciekawe że chciałem napisać "around the house" a przecież żyje w przestrzeni mieszkania.


Wieczorem schodząc do garażu po schodach w ciemnościach (to zejście jest jak do bunkra) siedział i dogoorywał w deszczu chory gołąb. Zawachałem się z zejściem bo nie byłem pewny w tym półmroku co to jest, Schodziem stopień po stopniu jak po polu minowym, Co to jest? Piłka? Jakieś zwierzę , Szczur ? Rzuci się do gardła?


A to "tylko" struty gołąb odlatuje w kosmos z polskiej ziemi.


Dobranoc.


Lech, Czech & G. 2017-05-01

Ciężko jest się zebrać w sobie żeby siąść do pisania.Wobec tego Zacząłem czytać samego siebie, sprzed miesięcy , kilka lat wstecz. 
Często nie daje rady na to patrzeć. Czytając siebie z przeszłości oglądasz jakby samego siebie w lustrze, oglądając soją dawną niedojrzałość.


I dlatego jest to ciężka lektura. Lub np. po przeczytaniu kilku przypadkowych notek wydaje się to jakby napisane przez kilka różnych osób.Nie mających nic wspólnego ani ze sobą ani z Tobą. 


Piszę to będąc w odwiedzinach u znajomego i jego powiększającej się rodziny.


Zdążyliśmy już nacieszyć się wspólną rozmową równocześnie mordując przy tym Anglictinę. Spełniliśmy zadanie wzajemnego wkurzenia siebie, tej ciągłej walki czesko-polskiej, przejechaliśmy przy słoneczno-wiecznej pogodzie wzdłuż granicy czesko austriackiej licząc odległość między bunkrami. 70 lat temu w bunkrze siedział snajper, dziś Czech z Polakiem przemknęli tamtędy na rowerach. Snajper ich oszczędził ale strzelali do siebie łamaną angielszczyzną. Gdyby padło pytanie gdzie leży miasto 'laa an der thaya' to pewnie umiejscowiłbym ją w swojej odpowiedzi w Tajlandii. Leży gdzie indziej, na granicy ścieżki rowerowej Greenway Krakow-Brno-Viena. Czyste, urokliwe miasteczko w totalnym middle of nowhere i czytasz na nim małym drukiem imię akurat swojego miasta.


 W ten słoneczny dzień zamiast Jakuba na jednośladzie powinna siedzieć i się uśmiechać , choć szukam tutaj jakiegoś zamiennika, gry słownej,żeby nie było zbyt banalnie ,napiszę po prostu: dziewczyna.


Jadąc tu na miejsce, przejeżdzając przez BR(UD)NO, rzucając okiem na miasto, nie dojrzałem G. i nie przypomniałem jej, że nie skończyliśmy się całować 8 lat temu u mnie w mieszkaniu. Tego co z nim była , co przeszkodził trochę smsem , pewnie już nie ma. Ktoś nowy pewnie zrobiłby coś podobnego a ja w swoim życiu od niechcenia wyrzucilem 700 stronicowy tom prozy do rzeki, spacerując przez most. Szukam tylko w nim poezji, chwili. a później biznesmeni zakłócają mi moje wiersze np smsami.


Good Night, sleep tight, Karaluchy pod poduchy. 


Tak, naprawdę to w niczym nie przeszkodził, a tamten wieczór spieprzył, ten jegomość co zwykle, mr. fucking perfect.


Smiling with the mouth of the ocean and I'll wave to you with the arms of the mountain-


Uśmiechając się ustami oceanu zamacham do ciebie ramionami gór. 


Some day, we will see. 2017-04-13

Jest tak, że czyjąś odpowiedzią na każdą kwestię, zmianę, w skrócie “na wszystko” poczynając od zmiany czajnika w kuchni a kończąc na zmianie właściciela firmy, w której przyszło pracować, jest zawsze tylko jedno słowo -“zobaczymy”. Dodatkowo jeśli, od prawie dwóch lat, słuchasz tej “prognozy przyszłości”, tej “zapowiedzi” że wdrapiemy się kiedyś wszyscy na jakieś wzgórze , spojrzymy w dół i tam to “zobaczymy” to masz ochotę ni stąd nie zowąd zagadnąć to osobę “cześć, czy już zobaczyliśmy cokolwiek z tego co mieliśmy zobaczyć?”





41.5 2017-04-03

W pracy jest good. Lubię nawet swoją robotę, wśrod tłumu programistów i innych siedzi taka samotna jednostka i każdy się zastanawia co akurat robię jak mi nikt z obecnych w biurze nic nie zleci, nic się nie zepsuje itp.


Odpowiadam--> administruje siecią, poprzez stream, spotify,  youtube i FB. Ostatnio jednak najczęściej kilka partii szachów naraz z kolegami od baz danych z pokoju obok. Szachy rozwijają umysł, zatem ja nie unikam rozwoju w pracy zawodowej.


Mimo to jestem na ogół szanowany i poważany, wydaje się również potrzebny i doceniany. Przez znakomitą więkoszość w biurze za wyjątkiem tych którym kazałem wcześniej spadać na drzewo prostować banany bo nie spodobało mi się coś w ich zachowaniu.


Wszyscy mnie lubią i szanują. Może poza bezpośrednim przełożonym, ale przecież to nie tak ważne, nie? Mr Brexit ma zgoła inne o mnie mniemanie. Choć nigdy tego nie powiedział moze wymienic mnie jednym kiwnieciem palca i przyjdą na moje miejsce lepsi, młodsi, tacy którzy więcej zrobią. 


Zatem trzeba siedzieć cicho i przytakiwać panu którego drugie imię brzmi 'jak to naprawiłeś to przecież mogłeś coś zepsuć ważnego po drodze i wtedy JA (!) miałbym problemy , więc następnym razem masz sie zapytać mnie czy to wogóle możesz ruszać i ja odpowiem nie. Wtedy my to weźniemy i nigdy tego nie zrobimy bo nie mamy czasu na pierdoły i stracisz poważanie w swoim biurze. ale słuchaj co mnie to obchodzi, mam ważniejsze..itd itp


Tylko ja niczego po drodze nie zepsułem, rozpocząłem coś sam i zakończyłem, używając po drodze kilku szarych komórek , co jest dla mnie ważne ale nie powiem ci tego przez ekran TV w połączeniu międzykrajowym, bo trochę nie umiem, trochę nie dajesz dojść do głosu. Na deser jest trochę bariery językowej.


Tyle o pracy w której wszystko zmierza przecież "ku lepszemu".


Chciałbym również oznajmić że ja potrzebuje tylko pieniędzy na opłaty mieszkaniowo-samochodowo-rowerowero-squashowo-ubraniowo-itym-podobne.


Robieniem kariery się jeszcze nie pohańbiłem i nie zamierzam.


Starczy, teraz będzie o życiu prywatnym.


Oświadczyłem się komputerowi i z nim się ożeniłem. Po drodze spotykałem się z laptopami i tabletami ale jednak ze stacjonarką jest mi najlepiej, Stacjonarka też wydaje się szczęśliwa. Nie jest nawet zazdrosna o nowego smartfona w mojej kieszeni.


4 am, can't sleep 2017-04-03

Próbóję cokolwiek napisać, żeby nie zapomnieć jak to się robi.


Chyba zapomniałem. Wszystko mnie rozprasza.



  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]