moon | e-blogi.pl
moon

Kill off all my demons and my angels might die too. Part2 2020-06-05

 



Tytuł: kill my demons and my angels might die too. 

Chodzę z nią na spacery po mieście i rozmawiam, mówię o tym co widzę i wyobrażam sobie jej odpowiedzi, reakcje. Każdy posiłek spożywamy razem, słuchamy muzyki i na filmy razem patrzymy. Śmieje się z moich żartów, uśmiecha się tak że aż ciepło się robi. Wolałbym żeby była wymyślona i nie istniała ale tak nie jest. Istnieje i to wszystko robi pewnie z kimś innym a ja siedzę sam w pokoju i patrzę na dwie świeczki, resztka czerwonego wina zabarwiła kieliszek.

Liczba komentarzy: 5

Nick: wokulska - 13:47 A, zapomniałabym - trzymaj się. Też tak mam, że z głowy sobie nie mogę jednej osoby wybić. Więc, powodzenia, mam nadzieję, że znajdziesz swoje lekarstwo. Usuń
Nick: wokulska - 13:47 Urzekł mnie ten wpis pod względem....hmm....literackim? Ogólnie mówiąc, pięknie napisane, bez zbędnych słów. Szkoda tylko, że jest to prawdziwe dla ciebie i przy tym tak bolesne. Dobrze jednak czytać coś takiego. Wiem przynajmniej, że istnieją gdzieś jeszcze wrażliwi mężczyźni. Usuń
Nick: tacomaswojswiat.e-blogi.pl/ - 13:46 Zanim znalazłam tego mojego idealnie pasowało to do mnie. Jakieś lekarstwo na to jest a nazywa sie miłość.
Pozdrawiam Usuń
Nick: kaja - 13:46 Marzenia. Chcialabym Cie pocieszyc, napisac ze napewno cos z tego bedzie i wogole. Nie potrafie. Dlaczego? Usuń
Nick: cheerry.e-blogi.pl - 13:46 Skąd ja to znam..

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Prawie 8 lat temu napisałem to co wyżej na swoim blogu. Byłem zaskoczony, że ktoś w ogóle czyta te moje rzeczy na jakieś stronce, o której nie tylko dawno świat zapomniał ale też nigdy się nie dowiedział. Moje demony mają się coraz lepiej i dobrze współgrają z moimi aniołami. Nie wyszło mi z tamtą ani z trzema kolejnymi. Jutro rano wytrzeźwieje i to wykasuje. FB czyta więcej znajomych osób niż jakiegoś zapomnianego bloga a życie niczym otwarta rana to chyba ostatni etap do totalnego upadku. Isn’t?


Poproszę pierogi ruskie, sztuk 7. 2020-05-31


 


Baba, która na myjni przy stacji benzynowej, wpieprzyła się przede mnie jak byłem rozmieniać pieniądze raczej nie podejrzewała, że czymś takim zainspiruje kogoś do pisania o mentalności panującej w tym kraju. W tej szerokości geograficznej sporo łatwiej przychodzi ludziom myśleć tylko o własnej dupie kosztem innych niż zadać komuś pytanie czy nie stoi w kolejce czasem. Na kolejnego, który chciał przeskoczyć przede mnie, jak jeszcze grzebałem przy rowerze, ruszyłem już z nożem więc nie miał szans. Tak na serio to stałem za bardzo z boku żeby oni mogli mnie podejrzewać o stanie w kolejce. To nie jest Anglia, w kórym to kraju padłoby takie pytanie w moim kierunku żeby nie spowodować u kogoś ‘slightest inconvenience’ tylko Polska o której śpiewał Kazik na początku lat 90tych. Na głębsze zmiany w mentalności nie wystarczyło 30 lat.

Siedzę na restauracyjnym tarasie i przed chwilą koleś in his forties rzucił mi z uśmiechem ‘dzień dobry, znowu pan z fajnym rowerem’ Wczoraj śmignąłem obok niego w lesie jak siedział z kobietą i krzyknął ‘fajny rower!’ moim kierunku. Małe spotkanie typowego introwertyka z typowym ekstrawertykiem. Odpowiedziałem ‘dzięki’ a 10 sekund później przyszło mi do głowy żeby odkrzyknąć ‘fajna dupa!’ On też nie spodziewa się, że przez swoją małą życzliwość znajdzie się na czyimś blogu za chwilę.

Może, zmieniło się tu więcej niż mi się wydaje. Czas zamknąć laptopa i wsiąść z powrotem na ten fajny rower i jechać dalej.







2 months in the prison behind 2020-05-21


Wanting people to listen, you can't just tap them gently on the shoulder anymore. You have to hit them with a sledgehammer, and then you'll notice you've got their strict attention.

Przypomniał mi się właśnie taki cytat z jednego filmu. Muszę z przykrością stwierdzić, że to powiedzenie nabiera na sile w obecnych czasach. W najgorszych snach nie przypuszczałem że zaledwie 2 miesięczna izolacja mnie tak sponiewiera psychicznie. Doszedłem do krawędzi własnej egzystencji i postanowiłem obrócić się na pięcie i zawrócić. Cóż, wystarczy powiedzieć, że jestem zwyczajnie słaby psychicznie. Po krótkim czasie alienacji zapukało do moich drzwi dwóch osobników mających t-shirty z napisami ‘population control’ i powiedziało ‘you can come with us now and nothing is going to hurt or make you angry anymore’. W odpowiedzi jebnąłem im drzwiami przed nosem. With all due respect- wypierdalać. Nie wiem jak długo pociągnę w tym lepszym stanie, ostatnio wystarczył jeden mail żebym żebym z tych chmur pierdolnął z hukiem na ziemię, ale przynajmniej na tego swojego ‘middle mana’ w robocie popatrzę łagodniejszym okiem choćby dla samego faktu, że kasa się tu zgadza. Ten middle man pomiędzy managementem a aktualną wykonywaną robotą. Mówiąc bardziej dosadnie piesek szczekający na swoje owieczki, na którego postanowiłem machnąć ręką ‘eeee, no dobra’. Nie lubiłem nigdy middle man-a obojętnie gdzie on był , a on jest ,kurwa, wszędzie. Każdy kurier z paczką jest middle man-em, przełącznik sieciowy między zasobami dyskowymi a serwerem też nim jest. Twój prawnik między twoją sprawą a sądem,psychoterapeuta pomiędzy tym czymś z czym nie umiesz sam sobie poradzić. Twój bank nim jest. Sześć godzin w pociągu między startem a destynacją to też on. Na końcu ja sam nim jestem pomiędzy infrastrukturą sieciową a pisanym przez programistów kodem w pracy ,którą za chwilę zaczynam.



Hopefully, yes and no. 2020-05-17


It’s 10:20 pm and I’m fighting over or with the sleep....and that 0% beer is not helping me here, it may have zero alcohol but I think it has the same amount of that substance that is making you being sleepy as the other more tasty beers that doesn’t have that zero before the decimal point. Waking up at 4 am and falling to sleep at 2 am (maybe) isn’t necessarilly a helping factor either. If only, mate, you had the desire and will in you to write some good programming code instead of the things you tend ot write and that awful immitation of a beer wouldn’t be your only companion in that fourty something flat warmed to 20 something at the age of forty something with the body temparature of thirty something. You would have been sitting in 50 something flat closer to the city and the listening to nagging from an average looki..

That’s it for now and don’t fool yourself that was it was any interesting to read.

https://www.youtube.com/watch?v=p6IzUnclY2g

Update.

Ten język już nie taki obcy ale ojczystym nie zostanie. Zawsze go kochałem miłością bezgraniczną i ta miłość została odwzajemniona prawie 5 latami dobrej roboty w brytyjskiej firmie, z której otrzymałem wczoraj kilka poradników w pdfach o tytułach ‘anxiety’ , ‘depression and low mood’ i kilka innych uczuć , tych z kategorii o mniej przyjemnych doznaniach. Wyczytałem w nich między innymi zadnie ‘don’t be too hard on yourself’. Może warto wdrożyć, przynajmniej taką rzecz. Co piątkowe spotkanie grupowe pod tytułem ‘ani słowa o robocie’, w kórym mój menago zapodał żart ‘ how do locomotives hear? chwila ciszy, ciąg dalszy ‘with engineers’. Kolejna cisza, nikt się nie śmieje. Na spotkaniu jest 10 Angoli w wieku 19-fifty something i jeden młody (duchem) Polak, ten co to pisze to teraz. Zacząłem powoli powtarzać, myśląc na głos, to zdanie ,with engine...i jakoś tak mnie naszło engine ears? Jeśli Polak musi tłumaczyć , niektórym z obecnych na tym spotkaniu rodowitym Angolom żart w ich rodzimym języku to znaczy, że nie jest najgorzej. Jestem gotowy oddać kosztem języka i dorzucić do pieca 15% miłości w kierunku IT i drugie 15% w stronę IT Business-u żeby lepiej się ciagnęło ten cięższy ostatnimi czasy wózek. Prościej o tym napisać niż wykonać.

The end

https://www.youtube.com/watch?v=TuLMgYE976I


Covid-1984 2020-04-30

Oto krótka historia człowieka upieczonego z ciasta, w którym ktoś zapomniał dosypać trochę proszku z torebki, na której jest napisane ‘luck’. Osobnik ten od kiedy zaczął zarabiać trochę więcej od przeciętnego Kowalskiego postanowił zrobić sam sobie prezent i pojechać na krótką wycieczkę do USA. I zrobił to dlatego, że chciał pojechać tam na wiosnę 2020 z taką jedną osobą. Ona nie chciała o tym nawet słyszeć więc pomyślał sobie ,że rozpaczał nie będzie i wskoczy do tego samolotu w pojedynkę. Następnie na świecie się z deka pojebało i zamiast zwiedzać Los Angeles nasz nieszczęśnik wybrał się w podróż w głąb własnej złości, frustracji, naiwności i głupoty. Chciał zobaczyć winnicę w Arizonie ale jedyne na co dane mu było spojrzeć były szklane butelki z winem w pobliskiej Biedronce i grzebiących na półkach z nimi zamaskowanych ludzi , których nie sposób nawet ocenić czy są weseli czy smutni ale należy w ciemno obstawić, że w większości to drugie. Mecz NBA nie był między Los Angeles Clippers a Indianą Pacers tylko drużyną Samotności i Miłości. Wygrała ta pierwsza and it wasn’t even close.

O tych i innych rzeczach człowiek ten myślał jeżdząc chwilę dziś na rowerze nieopodal swojego domu podczas przerwy w pracy próbując poczuć trochę wiatru i wolności w swych włosach (I wouldn’t go that far mate) która to wolność jest mu po kawałeczku zabierana przez niewidzialną rękę, której nie można nigdy chwycić.


https://www.youtube.com/watch?v=Nc9laSi-f2E


EnglExit 2020-01-22

Wolałbym być less judgmental ale niestety umiem być tylko sobą. Podczas 10 dniowej pół prywatno-pół służbowej objazdówce po UK stopniowo nasiąkałem krytyką wobec ludzi i rzeczy dookoła, głównie w biurze z którym i dla którego pracuje z PL. Weźmy 30latka, z nadwagą który jest taki cichy i spokojny, że oddzywa się tylko przywarty do muru co akurat jest w dzisiejszych czasach, w których większość tylko gada o sobie, nie umie słuchać i wchodzi innym w pół zdania zaletą ale to że na swoich koślawych nogach ciężko mu dojść kawałek do swojego Mcsyfa zaletą nie jest. Nikt go również nie zmusił na opuszczenie swojej wyspy i zobaczenie jak świat wygląda poza UK. Również w jego kraju to ja przez miesiąc widziałem więcej niż on przez swoje 30 lat. Ale co zrobisz jak chłopaka odstawić od konsoli to ma anxiety. Jak nam zaproponowano 3 minutową przejażdżkę autem na lunch do Macsyfa to pozwoliłem sobie odpowiedzieć za nas obu , że dla mojego kolegi z Bałkanów to byłby debiut . Później mi powiedział , że kiedyś raz tam poszedł ze znajomymi z okazji otwarcia MCsyfa w Skopje, ale jakoś regularnie nie wracał. Moją odpowiedź przyjęli ‘z pokorą’ i nie nalegali. Wydawało mi się, że po 4 latach pobytu w Londku trochę się nauczyłem jak wygląda życie w tym kraju ale te kilka dni w angielskiej mieścinie trochę sprowadziło mnie na ziemię. Moim nowym bezpośrednim przełożonym jest człowiek o IQ krzesła biurowego, który jak nakręci się na swoją banalną gadkę to zaczyna ją o 9 a kończy o 17. Ratunkiem w tym monologu o piskliwym tonie jest proper english, z którego można czerpać. Po ciężkiej dawce wtorkowej , w środę oznajmił, że będzie less social bo jest mecz cricketa. Uf, Thanks God. W ten sam dzień mieliśmy kolacyjkę firmową i koleś wszystkich cały dzień urabiał na wizytę w swojej ulubionej restauracji, żeby później nie iść z z nami za co mu oczywiście byłem wdzięczny. Wlałem w siebie tam dwie pinty browara ale ku zdziwieniu towarzystwa nie zjadłem absolutnie niczego i jak rano zapytał jak nam się meksykańska restauracja podobała to nie omieszkałem mu powiedzieć “Thank you for recommending that restaurant , the food was excellent , I really loved it!” co spowodowało kilka uśmiechów pod paroma nosami i jeśli ktoś z obecnych był zainteresowany moim stosunkiem do tego człowieka to właśbnie rozwiałem te wątpliwości. Tego wieczoru, zresztą całkiem udanego, musiałem się zmierzyć z kolejnymi dwoma pintami na pusty żołądek , chyba tylko dlatego żeby kopnąć go w ten sposób w tyłek.




Liverpool. Architektura miasta miła dla oka, mniej miły wszechobecny syf na ulicach i co krok ktoś zaczepia i żebrze o fajki lub kasę udając chorego lub biednego bezdomnego. Według mnie 90% z tych ludzi jest zbyt leniwa żeby iść do pracy. Fuck off and get a job. Muzeum Beatlesów o cenie 17GBP też trochę pachniało sztucznością i wyciąganiem kasy na talencie i sławie innych osób. Tylko jedno zdanie zapamiętałem z muzealnego walkmana .Choć przekaz Johnna był tak piękny i prosty to został tak brutalnie zamordowany. Kilka strzałów z pistoletu wymierzona w peace and love. Jakby namiastka zbliżających się czasów. Nigdy nie byłem fanem Beatlesów ,zespołu dla mnie z innej epoki ale odkryłem ich przez covery muzyczne zespołów które mnie inspirowały. Pod pubumi nazwanami na cześć zespołu ich piosenkami mało atrakcyjne święcące cyckami angielki przy 5 stopniach C pod krzyczą do siebie wlewając procenty byle zdążyć przed 23. Trochę później zapewne wymiotują pod nogami wykutego w skale Johnna. Nie jestem pewien czy taki był jego przekaz.



 


LOT Late or tomorrow 2019-06-09

W moim przypadku wystąpiła opcja nr2. Jak dziś przygody mnie oszczędzą to zobaczę ten mecz w Skopje i tamtejszy oddział firmy. Fajnie że lot Kraków -Warszawa trwa 40 minut (pilot zaraz po starcie ogłasza lądownie) mniej fajnie, że było 1.5h poślizgu przed wylotem, przez co nie zdążyłem , ze mną kilkanaście innych osób na swoje połączenie do Macedonii, mimo że w Krakowie zapewniano mnie że drugi LOT poczeka na nas. Nic takiego się nie stało, jak poparzony wypadłem z tego autobusu i w akcie desperacji biegłem przez lotnisko Chopine’a slalolem między ludźmi tylko po to żeby zobaczyć wyrok na tablicy ‘gate closed’ i później na dobitkę ‘flight departed’. Stanąłem w godzinnej kolejce z innymi w podobnej sytuacji , pogadałem o sytuacji z Belgiem i jego Polską dziewczyną , którzy lecieli tak samo jak ja. Pani z LOTu najpierw zaproponowała mi wieczorne połączenie Istanbul-Skopje ale zaprotestowałem bo raz że dość już mam przystanków i wpisanych w nie przygód, poza tym lecę na dowodzie , bez paszportu, jeszcze zostałbym w Turcji do końca życia gwałcony przez kozojebców za miskę ryżu a chciałem tylko zobaczyć na żywo jak Milik pudłuje na pustą bramkę, a że przy okazji  trzeba kilka kabli sieciowych wpiąć do switcha, w tamtejszym biurze to nie trzeba używać własnego portfela żeby to mieć. Finalnie otrzymałem ranny lot W-wa Skopje plus kilka voucherow , hotel, taksowka, kolacja, śniadanie. Zameldowałem się w Hiltonie , zadzwoniłem do kumpla w Wwie i jak skończył robotę to poszliśmy na piwo.


101-100 2019-01-19

Wystarczył jeden dzień w Londynie żebym z powrotem siadł i zaczął stukać w klawisze. W domu mijają miesiące, lata i ja nawet już nie próbuję wpatrywać się w “pustą kartkę” próbując z siebie coś wydusić. Grudniowy Perfekcyjny Cyrkiel w T. Arenie był dobrą ku temu okazją i chociaż ten głos “good evening Kraków, good to see you” ciągle jeszcze brzmi w mojej głowie ale jak się nie siądzie na drugi dzień po koncercie to trzeba będzie wciskać ludziom odgrzewanego kotleta.




Siedzę w pudełkowym pokoju hotelowym 2m2 x 2m2 na Gloucester Road a siadłem nad ranem do pisania dlatego, że strąciłem ręką przez sen butelkę z piwem. Pojawiłem się tu żeby zobaczyć mecz NBA na żywo ale nie wyszło bo biletu nie udało się kupić ani z Polski ani tu , poza tym ceny za wejściówki, poza pre-salem i general salem, z którego skorzystanie graniczyło z cudem, były absurdalnie wysokie.

Cromwell Hotel to jedna z niewielu okazji na skakanie (choć żeby to zrobić należy wyjść na ulicę) z radości że ma się 1,70m wzrostu. Jakby NBAjowców umieścili tutaj to hindus z recepcji by musiał każdego wciskać nogą z korytarza do pokoju żeby się zmieścili.

Meczu nie widziałem ale spojrzałem na miasto , które pożegnałem na dobre 13 lat temu ale tak naprawdę nie widzę , i bardzo dobrze, tak wielu zmian. Londyn spuchł z 6 do 9 stref, spuchły ceny, spuchli londyńczycy (a na pewno ci którzy zawsze byli spuchnięci)

Podróżowanie po mieście jak zwykle dziecinnie proste, wszystko tak przesadnie pomocne i przemyślane że aż zadziwiające. Otworzą się drzwi te po twojej lewej stronie , teraz jest czas żebyś sięgnął do kieszeni po swój bilet. Nie, nie w prawej , masz go w lewej kieszeni.

Złapałem się, że przeszukuje wszystkie swoje kieszenie w poszukiwaniu biletu, i już byłem pewien że zostawiłem go przy wejściowej bramce , do której raz że nie było powrotu, dwa tłum ludzi wysypujący się strumieniami z każdego zaułka w niczym tu nie pomagał i jak znalazłem go w ostatniej kieszeni zdałem sobie sprawę że żeby zgubić bilet w tym wiecznie zabieganym podziemnym mieście trzeba się dobrze postarać. London Underground nie zaprosi cię do środka jak się nie upewni że masz go w ręce z powrotem swój bilet. Coś jakby to miasto myślało za ciebie . W takim wypadku na to pozwolę.



isn't it too early for this? 2018-10-16

Drodzy czytelnicy, których tu brak.


To będzie kontynuacja poprzedniego wpisu, którego nie dało się czytać. Nie sądzę żeby ktokolwiek dał radę dobrnąć. Nikt nie potrzebuje po całym dniu męczyć się czymś takim co zaprezentowałem poprzednio, zresztą połowa blogu w ten sam deseń. Tylko ja jedyny chyba nie mam dość tej melodii, trwam w tym stanie wiele lat i trzymam się kurczowo bo ja z takiej gliny , niczym z błota wyszedłem ulepiony w kierunku życia, które potem gdzieś obok przeszło.


Minęła właśnie piąta rano. Leżąc na łóżku myślałem o swoich znajomych, których jak "na lekarstwo". Gdy rodziny brak przydałoby się mieć kumpli i kumpelki ale ja ich wszystkich wrzuciłem do sitka porzucałem w nim góra dół i na koniec spłukałem. Cały czas bacznie obserwując krytycznym okiem. Niektórzy jeszcze tam wiszą , trzymając się jedną ręką, nawet bywa że z litości dla mnie.


Weźmy na warsztat Jakuba. Kiedyś złapaliśmy dobrą więź. Dziś mnie już tam nie ma, fajnie że się do dziś odwiedzamy nawzajem i pomagamy w różny sposób. Mniej fajne, że ja mam po dziurki w nosie tej jego ciągłej krytyki Polski i jakości angielszczyzny "much more better" którą mi serwuje. Kubuś niech zostanie w odległości 400km i częstotliwości 1 visit each year. 


Teraz, koledzy z zajęć sportowych,  Niby obok ale właściwie ich nie ma za często , bo tak wybieram .Zwyczajnie denerwują mnie te stare zgredy. Pana trenera lubię ale on jest zawsze w obecności tych dwóch innych, których zachowania mniej umiem tolerować. Nie umiem.


Szukajmy dalej dziury w całym. Kto tam jeszcze został? Ludki z pracy. Starczy, że powiem że przez trzy lata (za tydzień jubileusz) jak tam robię dwóch z nich , z własnej nieprzymuszonej woli odwiedziło mój samotny strych. Na dziesięć minut, ale byli, co nie?


Z drugiej strony znajomych online-owych pojebów mi przybyło w ostatnim czasie. Piszą codziennie nakłaniając mnie do kompletnego zmarnowania  reszty dnia. A ja na to z ochotą przystaje.


Podobnie jak ja herbata sięgnęła dna,  więc skoczę po kawę i zaraz będę. Nigdzie nie odchodź, ok? Jeszcze nie skończyłem.


Sąsiedzi na miniaturowym , dwublokowym osiedlu w którym egzystuję. Życie tu, w cieplejsze dni, pulsuje wokół placu zabaw wśród wrzeszczących dzieci. Bardzo dobrze o tym wiem bo ten placyk dziecięcych tortur jest zaraz pode mną. To jest długa i monotonna lekcja tolerancji na wrzask dziecka, na który notebene jestem uczulony. Piszę całkiem serio, nikt tego nie lubi ale ja wyjątkowo. W samolocie nagle staję się religijny i wznoszę modły, żeby ten bachor obok nagle nie postanowił się obudzić i wrzeszczeć do końca lotu. Jak nie ma ucieczki od tego to słabo.


Osiedlowy plac tortur niby mnie uleczył, przestałem praktycznie słyszeć te wrzaski tylko problem polega na tym, że odłgos zabawy jest lżejszego kalibru. Na odgłosy dziecięcego niezadowolenia nie było lekarstwa w aptece.


Miałem tu znajomych, dwa piętra niżej,i za nim się wyprowadzili to grałem rolę przyjaciela tej rodziny. Poodwiedzaliśmy się kilka razy, głównie ja do nich.


Jedna z tych wizyt była szczególna. Rodzina ma  trzech męskich potomków i wtedy w 5 mieszkali jak ja na 40m2. Średni spał mi na kolanach, najstarszy chciał przekazać mi treść bajki którą oglądał przekrzykując się z rodzicami, którzy mu w tym przeszkadzali, na koniec schorowany najmlodszy wypełz z pomieszczenia obok i przekazał zawartość żołądka na środku pokoju.


Cóż, dzieci mnie lubią a ja je mniej. 


Wracając do sfer zawodowych , nasi nowi angielscy właściciele mnie chyba trochę polubili i zaprosili na Xmas dinner do UK. Mnie jednego z całego biura, to jest chyba coś.


Przeszło mi właśnie przez myśl żeby zapytać czy mogę zabrać dziewczynę ze sobą żeby samemu nie jechać. Jak się zgodzą to powiem, że żartowałem. Kochani ! thank you so much ale ja sam! Ja i dziewczyna obok? to do mnie niepodobne.


Did you have some fun reading this?


If yes - it wasn't planned.


If no - it was.


Unhappy birthday 2018-09-20

Nie wiem, mam dziś dość wszystkiego. Tej pieprzonej samotności najbardziej, wracania do pustego mieszkania po robocie, gapienia się wciąż w ten pieprzony ekran, udawania, że jest ok , unikania tematów, wakacji w pojedynkę.


Ja już nie zmierzam do nikąd, ja już tam dotarłem. Nie zmienia się nic , tylko lat przybywa.


Skończyłem 43 lata i nic Cię już nie czeka gamoniu, surprise you're dead. Tylko różnych dziwnych dolegliwości przybywa.


Jak to dobrze, że nie muszę zapierdalać jutro do roboty, tylko ten debilny kurs na który mnie wysłali. Produkuje się jakiś grubas z ekranu i próbooje być zabawny, czasami nawet mu się udaje. Wszystko kurwa , takie sztuczne że się rzygać chce. z roku na rok wydaje mi się wszytko coraz bardziej sztuczne. brudna laleczka jest bardziej naturalna i żywa  niż dzisiejszy świat. a już na pewno przez moje oczy.


Słucham cały dzień jedno numeru Korteza. Taki prosty jest ten człowiek, szczery się wydaje przynajmniej.


Po dwóch piwach jestem, coraz ciężej się klepie , w lodówce jeszcze inne specyfiki więc lepiej skończyć na dziś i się położyć, wyjechać z miasta na chwile.


There's another day tomorrow, they say.



  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]